Dnia  3 września 2021 r w naszej Szkole Podstawowej oraz w Przedszkolu Publicznym miało miejsce niecodzienne spotkanie z misjonarką siostrą Elżbietą Kołpa ze Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi. Siostra pochodzi z pobliskiej Łukowej i już od  24 lat pracuje w Angoli (Afryka).  Tam prowadzi przedszkole, ale odwiedza także więźniów i chorych na trąd. O swojej pracy opowiada: „Jako franciszkanki misjonarki Maryi zajmujemy się w szczególności edukacją, służbą zdrowia, wsparciem dla kobiet, prowadzimy też duszpasterstwo dla młodzieży i rodzin. W naszym przedszkolu mamy też formację dla rodziców, przez 3 miesiące organizujemy spotkania prowadzone przez socjologów i psychologów”. 

Nasze dzieci z zaciekawieniem słuchały  o  życiu ich rówieśników w Angoli. O tym, że mimo biedy te dzieci są  bardzo radośni, dzielą się wszystkim co mają i z ochotą wypełniają swoje obowiązki. Szczególnie poruszająca była historia niepełnosprawnej 3-letniej Paulinki  mającej tylko trzy paluszki u rąk.  W imieniu osób zaangażowanych w Modlitwę Różańcową w naszej parafii w każdą I sobotę miesiąca przekazana została siostrze ofiara wysokości ponad 500 zł na misje święte. Na zakończenie spotkania uczniowie  wraz z siostrą śpiewem i wspólną modlitwą poprosiły  o błogosławieństwo Boże, pokój na świecie, liczne powołania misyjne, ustanie trwającej pandemii, aby każde dziecko mogło być radosne, szczęśliwe i zdrowe.

 

W niedzielę 18 lipca 2021 roku gościliśmy w naszej parafii misjonarza ks. Grzegorza Jelenia. Jest on oblatem Maryjnym, pochodzącym z tarnowskiej diecezji,  z parafii NMP Częstochowskiej w Trzemesnej. Dnia 14 listopada 2015 roku w Sanktuarium w Tuchowie przez posługę ks. biskupa Jacka Pyla OMI przyjął święcenia kapłańskie. Od prawie 6 lat pracuje jako misjonarz w Odessie (Ukraina) i na Krymie. Jest delegatem ks. biskupa Jacka ds. Krymu i tamtejszego duszpasterstwa, od 4 lat także proboszczem parafii Bożego Miłosierdzia w Basztance, należącej do diecezji odesko-symferopolskiej. W wywiadzie udzielonym pani Jolancie  Plesiewicz opowiada o swojej pracy misyjnej:

 Jola Plesiewicz:  – Z jakimi trudnościami zmaga się ksiądz w pracy duszpasterskiej w kraju, który jest pod okupacją rosyjską?

Ksiądz Grzegorz Jeleń: – Te zmagania są różnorakie z tego względu, że diecezja jest podzielona pomiędzy dwoma państwami, Federacją Rosyjską i Ukrainą. Część tej diecezji jest bardzo ubogim regionem, gdzie ludzie często nie mają nawet podstawowego dla siebie wyżywienia. Jestem proboszczem parafii Bożego Miłosierdzia w Basztance i delegatem księdza biskupa Jacka Pyla do spraw Krymu w regionie okupowanym przez Federację Rosyjską. Przyszedłem do bardzo zniszczonej parafii, gdzie brakuje podstawowych materialnych rzeczy. Przez ostatnie dwa lata udało się odrestaurować kaplicę Bożego Miłosierdzia, prawie od podstaw. Zrobione zostało piękne prezbiterium Miłosierdzia Bożego. Teraz priorytetem jest wymiana dachu na kaplicy, który przecieka i nie chciałbym, żeby to, co zostało  kaplicy zrobione zostało zmarnowane przez deszcze czy złą pogodę. Parafia Bożego Miłosierdzia to parafia, która liczy sobie około 80 osób. Jest rozciągnięta bardzo daleko, bo do głównej parafii należą jeszcze pobliskie 2 miejscowości: Bereznuchowate i Zaklinka, odległe o 20 – 30 kilometrów. Do tych miejscowości dojeżdżam raz w tygodniu z niedzielną mszą świętą. Zazwyczaj są to soboty, popołudniami. W wioskach „dojazdowych” jest kilka rodzin obrządku katolickiego. Mszę świętą sprawuję u nich w domach. Dużym problemem  jest brak samochodu. Często proszę ludzi, moich miejscowych parafian, żeby ktoś mnie podwiózł, czy to z mszą świętą, czy z posługą do chorego. Kolejny to opieka nad rodzinami najbardziej potrzebującymi, opieka pod patronatem biskupa Jacka Pyla, który mnie delegował do tego dzieła.

Księdza praca jest bardzo trudna…

 – Moja praca opiera się m.in. na szukaniu funduszy, sponsorów, żeby tym rodzinom najuboższym pomóc, czy to teraz w zbliżającym się roku szkolnym, w zakupie tornistrów, obuwia, czy przed świętami Bożego Narodzenia, w szczególności dla tych rodzin, gdzie często rodziny straciły nie dach nad głową, ale kogoś. Mam tu na myśli ojca, mamę, którzy byli jedynymi żywicielami rodziny. W okresie Świąt Wielkanocnych i w ciągu roku, jeśli pozwalają nam na to fundusze, staramy się jakąś salkę wymalować, żeby dzieci mogły przyjść do świetlicy. W wakacje, na tyle, na ile było to możliwe, dla 80 dzieci zrobiliśmy tzw. kanikuły z Bogiem, czyli wakacje z Bogiem nad morzem. To jest taka praca, która z jednej strony wymaga poświęcenia prywatnego czasu i Bożego żebrania o pomoc. 

A sytuacja ekonomiczna na Ukrainie?  

 – Pragnę przypomnieć i określić sytuację, że na wschodzie Ukrainy miesięczne zarobki sięgają w granicach 140 dolarów na miesiąc, może 150, emerytury, renty w granicach 50 – 60 dolarów i to jest dużym dyskomfortem dla ludności miejscowej, gdyż życie, ceny w sklepach są bardzo wysokie, kilkakrotnie droższe niż w Polsce. W Polsce mleko można kupić za 2-2,5 zł, , a na wschodzie Ukrainy musimy dać 4-4,5 zł. Kiedy poszedłem do sklepu, żeby kupić sobie obuwie na zimę, zobaczyłem cenę 2 tys. hrywien  – za głowę chwyciłem. To jest 300 złotych. Ktoś musiałby wyłożyć całą wypłatę na buty.  Dla nas dużym, uciążliwym problemem Kościoła katolickiego jest brak infrastruktury zwłaszcza na wschodzie Ukrainy, gdzie drogi są bardzo zniszczone, nieprzejezdne, a w moim przypadku to brak transportu, jakim byłby samochód. Staramy się ewangelizować na tyle, na ile pozwalają nam: sytuacja, państwo, kościół i ekonomia, bo tak jak powiedziałem,  jesteśmy zależni tylko i wyłącznie od ofiar i dobroczynności ludzi z zewnątrz.

Kim są księdza wierni?

 – Ludzie w mojej parafii to są ludzie prości, skromni, którzy przeżyli niejedną ciężką sytuację rodzinną, czy społeczną. To są ludzie kilku nacji: z Ukrainy, pochodzenia białoruskiego, polskiego i czeskiego. Mieszanka kulturowa, która lata temu zasiliła tamte tereny. Przedział wiekowy to 60 lat plus. 

Ilu jest polskich księży, którzy posługują na Krymie?

 – Na samym Krymie jest 6-7 księży. To bardzo mało, ale w całej diecezji odesko-symferopolskiej, do której wchodzi Krym jest około 60 księży, zarówno Polaków jak i Ukraińców, ale większość z nich to Polacy, którzy przyjechali na misje, czy na jakiś bezpłatny kontrakt, bo my nie mamy płacone. Mamy tylko tyle, co z datków, czy rekolekcji w świecie.

Jaki jest cel wizyty księdza w Stanach Zjednoczonych?

 – Pomagam w parafiach polonijnych tam, gdzie mogę być, spotykam się  z ludźmi i kieruję prośbę o pomoc materialną na dokończenie dzieła w parafii Bożego Miłosierdzia w Basztance. Przez ostatnie 2 lata udało mi się, dzięki Polonii odświeżyć kaplicę, zakupić ołtarz do kaplicy, a teraz moim priorytetem jest wymiana dachu. Jego koszt w Ameryce to niedużo, ale dla mnie jest to suma nie do osiągnięcia bez pomocy.  Dlatego też jest mój apel, prośba i nadzieja, że to się uda zrobić. 

W jaki sposób Polonia mogłaby księdzu pomóc?

Polonia mogłaby pomóc poprzez dar modlitwy, dar osobistego zaangażowania. Można to uczynić, jeśli ktoś miałby taką ochotę i wolę serca poprzez złożenie donacji w parafiach, w których jeszcze będę lub ewentualnie kontaktując się ze mną bezpośrednio pod numerami telefonów  w USA (773) 956 4520 lub w Polsce +48608224120 albo wpłacając bezpośrednio dowolne datki na numer konta banku PNC 466 230 6963.

               Do grona pomagających księdzu Grzegorzowi dołączyła także i nasza parafia przez modlitwę w jego intencji, a także złożone ofiary pieniężne. Za ich ofiarowanie wszystkim darczyńcom składamy serdeczne „Bóg zapłać”.

 

Od 4 do 11 lipca 2021 roku w naszym kościele można było obejrzeć  wystawę zdjęć ukazujących Całun Turyński, jedną z największych i najświętszych relikwii współczesnego świata, płótno którym było owinięte ciało Pana Jezusa w grobie, jak i niemy świadek Jego zmartwychwstania.

Kościół nie zajmuje oficjalnego stanowiska w toczącej się od lat dyskusji na temat autentyczności Całunu Turyńskiego, w który zgodnie z tradycją miało być owinięte ciało Jezusa po zdjęciu z krzyża. Przywołuje się natomiast słowa Jana Pawła II z 1998 roku: „Całun jest wyzwaniem dla rozumu. Od każdego człowieka, a zwłaszcza od uczonego wymaga przede wszystkim wysiłku, który pozwoli mu przyjąć z pokorą głębokie przesłanie, przemawiające do jego umysłu i dotykające jego życia. Kościół zatem nie posiada właściwej kompetencji, by wypowiadać się w tych sprawach. Dlatego powierza uczonym zadanie prowadzenia dalszych badań, mających na celu znalezienie odpowiedzi na pytania związane z Całunem, w który – wedle tradycji – miało być owinięte ciało naszego Odkupiciela po zdjęciu z krzyża. Kościół zachęca, by przystępować do badań nad Całunem bez żadnych uprzedzeń, by nie uznawać za pewnik niczego, co nie zostało udowodnione. Wzywa, by zachowywać wewnętrzną wolność w działaniu, skrupulatnie przestrzegać zasad naukowej metodologii, a zarazem szanować wrażliwość wiernych”.

Nie ma drugiego takiego wizerunku biczowanego, a następnie ukrzyżowanego Człowieka, który tak bardzo rozgrzewałby emocje zwolenników i przeciwników jego autentyczności, a tym samym tak mocno angażował autorytety naukowe. Tysiące badań naukowych Całunu Turyńskiego pozwoliły oznaczyć na nim grupę krwi – AB, wykazały obecność w krwi barwnika żółci, wykryły obecność komórek nabłonka skóry od ran zadanych biczem rzymskim, a także ujawniły istnienie drobin aloesu. Prawdziwą sensacją było odkrycie naukowców z NASA w 1976 r., że odbicie na Całunie jest trójwymiarowe. Dzięki temu zrekonstruowano prawdziwy, trójwymiarowy obraz twarzy i całego ciała Człowieka z całunu. Wśród różnych szczegółów okazało się, że na zamkniętych powiekach Jezusa są widoczne odciski drobnych monet, bitych przez Poncjusza Piłata między rokiem 30 a 32 naszej ery. Można było zobaczyć ranę w boku, na nadgarstku oraz krew spływającą po przedramionach, która rozlała się między włóknami i została zatrzymana w szczelinach. Natomiast w tyle głowy widać duży pęk włosów odpowiadający żydowskiej modzie z I wieku.

Ponadto z całunowego odbicia dowiadujemy się, że Jezus miał brodę, długie włosy, ważył około 65 kg, miał 180 cm wzrostu i był praworęczny. Wiele emocji wzbudza przebicie boku Jezusa, z którego wypłynęła krew i woda (J 19, 33-34). Woda – to oczywiście osocze pochodzące z serca. Jest to niepodważalny dowód, że człowiek ten już nie żył. Naukowcy doliczyli się na wizerunku około 600 różnego rodzaju ran, co uświadamia nam, że męka i śmierć Chrystusa na krzyżu była o wiele bardziej okrutna, niż moglibyśmy sobie to wyobrazić.

To zadziwiające, że na dziewiętnaście wieków przed odkryciem fotografii na chropowatym lnianym płótnie o wymiarach 4,36 x 1,10 m powstał fotograficzny negatyw obrazu ciała Człowieka, zawierający informacje dokładnością odpowiadające współczesnej technice fotograficzno-elektronicznej. Co jednak najbardziej emocjonujące: na Całunie jest jeszcze inny rodzaj odbicia, które powstało w wyniku tajemniczego i naukowo niewytłumaczalnego lekkiego przypalenia, znajdującego się tylko na powierzchni włókien, będącego efektem działania silnego promieniowania od wewnątrz, spowodowanego przez wybuch i wygaśnięcie w milionowym ułamku sekundy jakiegoś tajemniczego źródła energii, decydującego także o procesie powstania oryginalnego wizerunku. Tajemnicza energia wyzwalająca się z wnętrza ciała Człowieka spowodowała, że krew na płótnie zdematerializowała się, podczas gdy na powierzchni tkaniny utrwaliły się raz na zawsze jej dokładne ślady, tak jak i całego ciała, pozostawiając przyszłym pokoleniom dosłownie „migawkowe zdjęcie Zmartwychwstania” (Ian Wilson, „Całun turyński”, Kraków 1984).

Nie ma wątpliwości, że jest to tkanina licząca 2 tys. lat, a więc zapewne może to być autentyczne płótno grobowe Chrystusa. Amerykańscy naukowcy z Instytutu Badań Kosmicznych NASA, po serii skomplikowanych badań, wydali oświadczenie, w którym stwierdzają: „Dla nas, uczonych, możliwość sfałszowania odbicia na Całunie byłaby większym cudem aniżeli zmartwychwstanie Chrystusa, oznaczałoby to bowiem, że nauka XX wieku nie dorównuje umysłowi fałszerza z XIV w., co chyba jest niedorzecznością”.

Inne naukowe badania wykazały ponad wszelką wątpliwość, że ciało Ukrzyżowanego nie było w kontakcie z Całunem dłużej niż 36 godzin, ponieważ na płótnie nie znaleziono najmniejszych śladów jego rozkładu. Z całą też pewnością ciało nie zostało wyjęte z płótna, tkanina nie była zdarta, ani nie została rozwinięta, ponieważ takie czynności zostawiłyby bardzo wyraźne ślady. Musiała więc nastąpić jakaś tajemnicza przemiana ciała, które w niewytłumaczalny dla nauki sposób przeniknęło przez płótno, zostawiając na nim trójwymiarowy negatyw. W ten sposób całun wskazuje na nieprzeniknioną tajemnicę zmartwychwstania.

Prowadzący przez wiele lat badania całunu prof. Bernardo Hontanilla specjalista chirurgii plastycznej z Kliniki Uniwersyteckiej Nawarry (Pampeluna, Hiszpania) stwierdził: „Jeśli te wszystkie ślady, które znajdują się na całunie, połączymy z tym, co opisują Ewangelie, to zauważymy, że wszystko się zgadza w zupełności, nie tylko w śmierci, ale także w zmartwychwstaniu. Zarównie statyczne oznaki śmierci jak też dynamiczne oznaki życia znajdują się na tym samym przedmiocie. Jeśli wizerunek na całunie jest wizerunkiem Jezusa, to wówczas chrześcijanie mają dowód Jego śmierci i Zmartwychwstania”.

Niech podsumowaniem wszelkich badań nad Całunem Turyńskim  będzie wywiad, który ukazał się w marcu tego roku w tygodniu „Niedziela” z prof. Emanuelą Marinelli, badaczką Całunu Turyńskiego,  autorką dwudziestu książek poświęconych Całunowi; jedna z nich, Całun – obraz „niemożliwy?”, została przetłumaczona na język polski. Ostatnia książka pod jej redakcją („Nowe światło rzucone na Całun. Historia, nauka, duchowość”):

fot cal

Włodzimierz Rędzioch: Czy naprawdę jest możliwe, że Całun to płótno, w które zostało owinięte ciało Jezusa po zdjęciu z krzyża?

Prof. Emanuela Marinelli: Badania Całunu prowadzą do wniosku, że jest to właśnie płótno pogrzebowe Jezusa Chrystusa. Aby naukowo zweryfikować, jak wiarygodne jest utożsamianie „człowieka z Całunu” z Jezusem, należy porównać informacje podane w Ewangeliach z tym, co widać na Całunie. Po ustaleniu istnienia wspólnych cech można potwierdzić tę tezę, opierając się na rachunku prawdopodobieństwa – zrobił to matematyk Bruno Barberis, profesor Uniwersytetu w Turynie. Każdej z cech wspólnych Jezusa i „człowieka z Całunu” przypisano prawdopodobieństwo. Z obliczeń wynika, że prawdopodobieństwo pojawienia się wszystkich tych cech u tego samego mężczyzny, który cierpiał tortury ukrzyżowania, wynosi 1 na 200 mld. Oznacza to, że teoretycznie wśród 200 mld ukrzyżowanych mogła istnieć tylko jedna osoba, która miała cechy wspólne „człowieka z Całunu” i Jezusa. Ponieważ w historii ludzkości nie ukrzyżowano 200 mld ludzi, obliczenia pozwalają nam stwierdzić z bardzo dużym prawdopodobieństwem, że ukrzyżowany o takich cechach jest wyjątkowy, a zatem „człowiek z Całunu” to naprawdę Jezus.

Czy obraz na Całunie, który nie jest wykonany z pigmentów, może być „fotografią” zmartwychwstania?

Obraz to zżółknienie tkaniny w wyniku degradacji lnu w procesie utlenienia i odwodnienia. Nie został „wyprodukowany” sztucznymi środkami. Nie są to ani malowidło, ani nadruk, bo na tkaninie nie ma żadnego pigmentu. Nie jest to też wynik powierzchownego przypalenia powstałego na rozgrzanej płaskorzeźbie – otrzymane w ten sposób odciski przechodzą bowiem przez całą tkaninę, mają inną fluorescencję i nie mają takich samych trójwymiarowych właściwości jak Całun. Nie jest to nawet efekt użycia kwaśnych pigmentów, które zmieniłyby tkaninę i uszkodziły krew.

We Włoszech, w Narodowej Agencji Nowych Technologii, Energetyki i Zrównoważonego Rozwoju Gospodarczego (ENEA), przeprowadzono bardzo interesujące eksperymenty dotyczące Całunu. Na czym one polegały?

To prawda. W ENEA we Frascati (k. Rzymu) tkaniny lniane naświetlano laserem ekscymerowym – urządzeniem emitującym promieniowanie ultrafioletowe o wysokiej intensywności. Wyniki, gdy porówna się je z obrazem z Całunu, pokazują interesujące podobieństwa i potwierdzają możliwość, że obraz był wynikiem działania kierunkowego promieniowania ultrafioletowego. Zdaniem niektórych naukowców, obraz na Całunie mógł być spowodowany światłem emanującym z ciała Chrystusa w czasie zmartwychwstania. Hipoteza nie jest nieprawdopodobna – przypomnijmy sobie moment Przemienienia Pańskiego.

Co wiemy o historii Całunu przed jego przybyciem do Europy w XIII wieku? Co mówią o nim źródła literackie i ikonograficzne?

W ciągu pierwszych trzech stuleci Całun musiał być ukrywany z powodu prześladowań chrześcijan, a Jezus był przedstawiany w sposób symboliczny. Jednak od IV wieku przedstawienia Chrystusa mają wiele nieregularnych elementów, trudnych do przypisania wyobraźni artystów, wyraźnie inspirowanych Całunem. Prawdopodobnie dostępny był już model – Oblicze z Edessy, które później zostanie nazwane Mandylionem. Według literackich źródeł, było to oblicze Chrystusa odciśnięte w cudowny sposób na płótnie. Później okaże się, że płótno to było długim, złożonym materiałem – można sądzić, że był to sam Całun. Święty obraz w 944 r. został przewieziony do Konstantynopola; tam w 1204 r. krzyżowiec Robert de Clari widział Całun wystawiony w kościele Matki Bożej Blacherneńskiej. Prawdopodobnie został zabrany i przewieziony do Francji przez Othona de la Roche.

Nauka zajmowała się śladami materii organicznej, w tym krwi, znalezionymi na Całunie. Jakie są wyniki tych badań?

Wiele analiz naukowych potwierdza autentyczność Całunu – ogromna obfitość pyłków bliskowschodnich, aloesu i mirry; prymitywny sposób produkcji sukna; obecność aragonitu podobnego do występującego w jaskiniach Jerozolimy; obecność brudu na kolanach i nosie; szew boczny identyczny jak na tkaninach żydowskich z I wieku; widoczne ślady DNA charakterystycznego dla ludzi z Bliskiego Wschodu. Na Całunie widoczny jest w negatywie odcisk ciała, które było weń owinięte, obok plam krwi, która okazała się prawdziwą krwią ludzką wypływającą z ran zwłok w szacowanym czasie 36-40 godzin.

13 października 1988 r. kard. Anastasio Alberto Ballestrero z Turynu ogłosił wyniki badań Całunu przeprowadzonych za pomocą węgla radioaktywnego C14 w trzech laboratoriach – w Oksfordzie, Zurychu i Tucson – które miały wskazywać na jego średniowieczne datowanie. Dla wielu ludzi był to szok. Dlaczego Całun jest tak ważny także dla wiary ludu?

Wiara nie opiera się na Całunie, jest jednak oczywiste, że stanowi on potwierdzenie, wsparcie dla wiary. To niezwykłe płótno daje nam możliwość zobaczenia na własne oczy tego wszystkiego, co przedstawiono w Ewangeliach opisujących Mękę Pańską z jeszcze bardziej imponującymi i poruszającymi szczegółami. Ponad 120 ran po biczu, korona cierniowa, obrzęk twarzy od uderzeń i upadków, dziury po gwoździach w nadgarstkach, rana na boku z dużą ilością krwi i surowicy. To wszystko nie może pozostawić obojętnymi wiernych, którzy oglądają Całun.

W ostatnich latach sama nauka kwestionuje pierwotne, średniowieczne datowanie Całunu. Co odkryli naukowcy, którzy podważyli wyniki badań z 1988 r.?

Narożnik, z którego został wycięty fragment tkaniny do datowania, został zanieczyszczony i był w przeszłości cerowany. Analiza badań metodą C14 z 1988 r. pokazuje, że próbki nie były jednorodne, dlatego nie można ich uznać za reprezentatywne dla całego płótna. Wynik tego testu nie pozwala więc na uznanie średniowiecznego pochodzenia Całunu, jak stwierdzono w 1988 r.

Czym jest dla Pani Całun Turyński?

To Ewangelia napisana krwią samego Jezusa, jak powiedział mój mistrz syndonologii ks. Giulio Ricci, autor tzw. Crocifisso Sindonico. To płótno jest bezpośrednim świadkiem Męki i Zmartwychwstania. Zostało pozostawione przez Pana w darze wszystkim „Tomaszom”, którzy potrzebują pomocy ze względu na słabość ich wiary. Dziś potrzebujemy tego bardziej niż kiedykolwiek!

Panie Jezu, pragnąc pokonać zatwardziałość naszych serc, okazujesz bezmiar Twej miłości wszystkim, proszę Cię, rozpal w nas gorące pragnienie częstego jednoczenia się z Tobą w tajemnicy Twojego bolesnego konania w Getsemani.
Jezu, który dźwigałeś ciężar wszystkich naszych grzechów i w pełni za nie zadośćuczyniłeś, udziel nam łaski doskonałego żalu za wszystkie grzechy, które były przyczyną Twojego krwawego potu.
Jezu Cierpiący bolesne lęki Twej duszy - pomóż nam, byśmy mogli lepiej poznawać i wierniej wypełniać Twoją wolę, jak Ty pragnąłeś, by nie Twoja, lecz Twego Ojca wola była wypełniona.
Bądź uwielbiony za krwawy pot i śmiertelną walkę, którą wycierpiałeś w całkowitym opuszczeniu i osamotnieniu.
Bądź uwielbiony, Jezu, za kielich goryczy, który napełniał Twoją duszę, i za gorącą modlitwę, płynącą z Twojego konającego Serca.
Trójco Przenajświętsza, spraw, aby poznanie i miłość do świętej Męki Jezusa rozszerzały się po całym świecie.
Spraw, Jezu, aby wszyscy, którzy patrzą na Ciebie ukrzyżowanego, pogłębiali miłość ku Tobie, a wspominając Twoje cierpienia w Ogrodzie Oliwnym, nauczyli się dobrze modlić, walczyć o świętość i chwalebnie zwyciężyć.

 

W pierwszych 2 tygodniach wakacji dzieci naszej szkoły uczestniczyły w zajęciach w ramach półkolonii letniej. Impreza ta częściowo finansowana była przez Wójta Gminy Lisia Góra oraz składek uczestników. Brało w niej udział ponad 50 dzieci z różnych klas. Pod opieką nauczycieli atrakcyjnie pędzili czas. Byli w Europejskim Centrum Bajki, nowo otwartym parku zdrojowym w Ciężkowicach, zamku w Nowym Wiśniczu, kopalni soli w Wieliczce, spacerze w koronach drzew w Krynicy, wycieczce do Sandomierza. Właściwie dobrane przez nauczycieli i wychowawców naszej szkoły formy aktywności pozwoliły na stworzenie pozytywnego klimatu zachęcającego do rekreacji, zabawy  i aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Łącząc przyjemne z pożytecznym dzieci poznawały także walory przyrodnicze jak i historyczne odwiedzanych miejsc.

 

Tradycyjnie w pierwszych dniach lipca jest obchodzony w Bazylice Mniejszej Tuchowie Wielki Odpust ku czci Matki Bożej Tuchowskiej. W tym roku ten odpust  trwał pod hasłem: „Zgromadzeni z Matką Bożą Tuchowską na Eucharystii”.

Z racji niewielkiej odległości w tym odpuście bardzo licznie uczestniczyli parafianie z Zaczarnia, zarówno indywidualnie, jak i w grupach zorganizowanych

W pierwszym dniu odpustu (1 lipca) uroczystościom odpustowym przewodniczył  ks. bp Stanisław Salaterski. W Eucharystii uczestniczyli też licznie zebrani pielgrzymi, członkowie pielgrzymki policjantów i orkiestr dętych oraz strażaków, także  i z naszej Ochotniczej Straży Pożarnej. W homilii ks. bp  podkreślił, że Eucharystia jest ofiarą, która włącza nasze życie w niepowtarzalną ofiarę Chrystusa, a więc nasze problemy, choroby i zmartwienia. Matka Najświętsza uczy nas, by tę ofiarę przeżywać z zaufaniem Bogu, które sama wyraża poprzez swoje fiat. Kaznodzieja zachęcał, aby porzucić postawę pretensjonalności i dziękować za zbawienie, za wszystko, co Bóg dla nas uczynił, tak jak Maryja dziękowała wyśpiewując Magnificat. Wdzięczność ta wyraża się także w uczestnictwie w Najświętszej Ofierze. Powinniśmy dziękować za wszystko, co Bóg uczynił tylko z miłości do nas, przypominając słowa papieża Franciszka: „Wielkie Boże miłosierdzie jest wolą odpowiedzialności Pana Boga za nas, słabych, zagubionych, czasem stawiających na niewłaściwe wartości”.

W   piątek 2 lipca, w samo Święto Matki Bożej Tuchowskiej na Mszę św. o godzinie 1100 pielgrzymowali ludzie chorzy oraz ci, którzy w szczególny sposób im pomagają. Wśród licznie zgromadzonych byli także obecni i wspólnie się modlili pielgrzymi z Zaczarnia Na to specjalne nabożeństwo udali się w liczbie 36 osób autokarem zorganizowanym przez przewodniczącą Parafialnego Oddziału Caritas panią Annę Mondel pod przewodnictwem naszych duszpasterzy księży Roberta i Janusza.  Mszy Świętej przewodził  JE Ks. Bp Andrzej Jeż.  W czasie homilii biskup mówił o właściwym przygotowaniu się do Mszy św., o tym, jakie ono powinno być, by godnie w niej uczestniczyć. Zwrócił uwagę na coraz mniejszą liczbę osób spowiadających się, ale też wskazywał na grupę ludzi, którzy przystępują do tego sakramentu często i regularnie. Powiedział: „ Święty Filip Neri mawiał, że kto staje na modlitwie bez przygotowania, ten podobny jest do ptaka, który chce latać, ale jeszcze nie jest do tego gotowy. Jeśli święty miał na myśli każdorazowy akt modlitwy, to tym bardziej bardzo ważne jest staranne przygotowanie się do Mszy św., aby maocą Boga wznosić się, uzyskiwać inny horyzont widzenia, owocnie przeżywać nasze życie”. Ucieszył się z obecności na uroczystościach chorych i cierpiących, bo "to oni być może u Boga wypraszają największe łaski" i "być może to oni są najbardziej sprawni duchowo". Mówił, że o powrocie po pandemii ludzi do kościołów zadecyduje miłość. Wyjaśnił: „Jeśli miłość do Chrystusa w Eucharystii jest potężna, to nikt i nic nie utrudni nam dostępu do Mszy św. Jeżeli zaś jest tylko powierzchowna albo interesowna, albo podszyta jedynie przyzwyczajeniem, strachem czy lękiem, to wtedy rzeczywiście może się okazać, że Eucharystia nie będzie centrum grawitacji, która przyciąga nas wszystkich swoją potężną miłością i nie odpowiemy na tę miłość naszą miłością”.  

Na końcu Mszy Świętej Biskup tarnowski pobłogosławił nową koronę i krzyż na wieżę tuchowskiego sanktuarium. 

W sobotę 3 lipca wspólnie z wiernymi z parafii w Nowej Jastrząbce nasi parafianie pod przewodnictwem ks. Krzysztofa Osiki (wikariusza z Nowej Jastrząbki)  pielgrzymowali pieszo pokonując odległość około 30 km ( wyruszyli rano o godzinie 330) i uczestniczyli we Mszy Świętej o godzinie 1100. Tej Eucharystii przewodniczył i Słowo Boże wygłosił ksiądz Dominik Palkij CM, duszpasterz kolejarzy z Tarnowa. Misjonarz dodał otuchy wiernym, którzy spotykali się z szykanami i obelgami ze względu na praktykowanie wiary w czasie pandemii. Wyjaśnił, że jest to działanie Szatana, wykorzystującego każdą okazję do skłócenia z sobą domów, rodzin. Troska o zdrowie, która stanowi pretekst do zaniedbania praktyk religijnych, nie zastąpi nigdy Boga. Potrzeba wielkiej wiary, aby otwarcie powiedzieć, kim jesteśmy, co i dla kogo robimy. Pan Jezus powinien być dla nas silnym autorytetem, który uczy nas m. in. ufności w działanie Ducha Świętego. Nawiązując do dzisiejszego hasła odpustowego, ks. Dominik podsumował swoje kazanie słowami: „Abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego Obliczem, musimy być […] tacy, jak Maryja. Abyśmy byli dla siebie matkami, ojcami, córkami i synami w jednej rodzinie Bożej”. Pod koniec Mszy Świętej nastąpiło zawierzenie środowisk kolejarskich Matce Bożej Tuchowskiej.

W piątek 9 lipca w ostatni dzień odpustu przed godziną 15:00 w szczególny sposób wybrzmiała Koronka do Bożego Miłosierdzia prowadzona przez braci postulantów. Kiedy dzwony obwieściły Godzinę miłosierdzia, do ołtarza wyruszyła procesja rozpoczynająca Mszę Świętą. Przybyli na nią uczestnicy Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę, także i z naszej parafii. Przewodniczył im o. Szczepan Hebda CSsR, celebrans i zarazem kaznodzieja podczas tej Eucharystii. Na podstawie doświadczeń pieszych pielgrzymów opisywał postać oddanego czciciela Królowej Ziemi Tarnowskiej, biskupa Leona Wałęgi. Ten hierarcha znany jest z zawierzenia Pani Tuchowskiej sprawy powołań diecezji tarnowskiej, czego owoce do dziś obserwujemy. Kaznodzieja podjął także temat konieczności większego zaangażowania się w życie chrześcijańskie, które nie ogranicza się jedynie do chodzenia do kościoła. Wobec tak licznych trudności w życiu i wierze powinniśmy przyjąć postawę pokory i korzystać z wszystkich okazji do pokuty i odnawiania swojej relacji z Bogiem. Pod koniec kazania o. Hebda dodał otuchy wiernym słowami: „W naszej pielgrzymce życiowej nie jesteśmy osamotnieni. Jest z nami Jezus Chrystus, nasz Pan, oraz Matka, którą sam nam ofiarował i podarował, aby otulała nas płaszczem swojej opieki i wskazywała Tego, który tutaj jest najważniejszy”.

Pani Tuchowska, Najświętsza i Niepokalana Panno, o najmilsza Matko nasza, Maryjo! Ty jesteś Matką Pana naszego, Królową świata, orędowniczką, nadzieją i ucieczką grzeszników. Więc i my uciekamy się do Ciebie. Tobie, o Królowo wielka, najpokorniej składamy hołd oddania naszego. Dziękujemy Ci za wszystkie łaski, jakie za Twoim wstawiennictwem otrzymaliśmy od Boga. Całą waszą nadzieję – po Bogu – w Tobie pokładamy. Przyjmij nas za sługi swoje i weź was pod płaszcz swej opieki, o Matko miłosierdzia. Matko nasza, prosimy Cię, przybywaj nam na pomoc zawsze, a szczególnie w ostatnim życia naszego momencie. Błagamy Cię, nie opuszczaj was, dopóki nie ujrzysz nas w niebie, gdzie będziemy wraz z Tobą i wszystkimi zastępami aniołów i świętych miłosierdzie Boga wychwalał na wieki. Tak ufamy, niech się stanie. Amen.


Matko Boża Tuchowska, módl się za nami.

 



Joomla templates by a4joomla